czwartek, 18 września 2014

Rozdział 27

Rano budzi mnie wibrujący na stole telefon, chyba dostałam sms'a. Przecieram dłońmi oczy powoli przyzwyczajając się do światła panującego w pokoju. Spoglądam na chłopaka leżącego obok mnie by sprawdzić czy on też się obudził jednak dalej śpi. Ostrożnie sięgam ręką po czarnego iPhona by sprawdzić kto do mnie pisze o tej porze. Pierwsze co robię to spoglądam na godzinę którą okazała się być dziewiąta rano na co nabrałam ochoty zabić tą osobę która przerwała mi sen. Otwieram sms'a zaczynając go powoli czytać.

Nadawca : Tess ;*
Odbiorca : Jenna

Za godzinę wysiadam.
_________________________

Za godzinę wysiada. Ale o co chodzi ? Chwila. O kurwa ! Miałam ją dzisiaj odebrać ze stacji !Jak oparzona wstaję przeczesując ręką włosy. Dalej jestem naga co powoduje że zimne powietrze odbija się od mojej skóry a mi robi się zimno. Biorę do ręki rzuconą gdzieś w kąt bluzkę Louisa i zakładam ją na siebie. Na szybko obmyślam plan co teraz zrobię bo mam tylko godzinę do jej przyjazdu a ja już wtedy muszę tam być na miejscu. Postanawiam że na szybko się ogarnę wywalę Lou z domu i po nią pojadę.
-Louis!-Krzyczę kilka razy do chłopaka lekko nim potrząsając a zanim się budzi mija parę chwil.
-Co jest ?-Odpowiada zachrypniętym głosem na co zaczynam wyciągać go z łóżka.
-Zapomniałam że dzisiaj obiecałam Tessie odebrać ją ze stacji kolejowej bo wraca od rodziny.-Mówię na jednym tchu podając a raczej rzucając w chłopaka jego porozwalanymi ciuchami.
-No dobrze i co w związku z tym ?-Pyta powoli się ubierając.
-Mam tylko godzinę!-Znowu krzyczę latając w kółko po pokoju, nie wiem od czego teraz zacząć!
-Podwieźć cię ?-Znowu się odzywa więc łapię z nim przelotnie kontakt wzrokowy.
-Poradzę sobie.-Odpowiadam i najprędzej jak umiem wpadam do swojego pokoju. Podchodzę do szafy wyciągając z niej jakąś bieliznę, skarpetki i spodnie po czym to wszystko zakładam na siebie. Nie no to jest bluzka Lou nie mogę w niej iść, a może.-Louis mogę pożyczyć twoją bluzkę ? Już nie mam czasu się przebierać!-Krzyczę do chłopaka biegnąc do swojej torby. Pakuję do niej wszystkie potrzebne rzeczy i zakładam ją na ramie.
-Pewnie w samochodzie powinienem mieć jeszcze jakiś t-shirt dla siebie.-Odkrzykuje a ja wzdycham z ulgą, kieruję się teraz do łazienki by zrobić coś z twarzą i włosami. Pierwsze co robię to to że rozczesuje swoje kudły, uporanie się z tym zajmuje mi kilka minut ponieważ są one bardzo splątane i potargane. Dzięki Louis. Gdy kędziory mam już ogarnięte zajmuję się twarzą, nakładam na nią niewielką ilość pudru i maluję oczy kredką natomiast rzęsy zostawiam nietknięte by nie marnować już więcej czasu. Nie wyglądam najgorzej a zostało mi 37 minut. Odpalam laptopa by sprawdzić sobie autobus i tak jak myślałam mam go za 8 minut czyli o 9.31. Schodzę bez większego pośpiechu do kuchni a w niej widzę chłopaka robiącego kanapki.
-Pomyślałem że jesteś głodna a skoro tak się spieszysz to nie zdążysz nic zjeść, więc to jest na drogę.-Mówi zawijając kanapki w folie a następnie wkłada je do małej siateczki i podaje mi.
-Dziękuje, to miło z twojej strony.-Biorę do ręki reklamówkę z jedzeniem i daję Lou soczystego buziaka w policzek a gdy to robię zauważam że ma na sobie koszulkę. Ładna.-Okey musimy już wychodzić, zaraz mam autobus.-Powoli idę do drzwi wyjściowych a chłopak zaraz za mną. Gdy jesteśmy już na zewnątrz zamykam mieszkanie kierując się na przystanek autobusowy.
-Odprowadzę cię.-Ozywa się Lou a w odpowiedzi otrzymuje moje skinienie głową na znak że się zgadzam. Łapie mnie z rękę i idziemy tak aż od momentu gdy dochodzimy na miejsce.
-Po jutrze mam wyścig Jenna, tylko błagam cię nie przychodź na niego.
-Dlaczego ?-Pytam lekko się krzywiąc. Słucham czerwonowłosego i jednocześnie myślę o moim spotkaniu z Tessą co sprawia że trochę ciężko jest mi się skupić na obydwu rzeczach.
-Tam nie jest bezpiecznie, nie chcę żeby coś ci się stało. Okey ?-Spogląda mi z nadzieją w oczach więc czym prędzej odpowiadam.
-Okey.-Chłopak całuje mnie przelotnie co odwzajemniam widząc że mój autobus już podjechał. Posyłam mu szczery uśmiech wchodząc do środka i zajmując miejsce przy oknie. No to w drogę.

Gdy wreszcie wysiadłam była godzina 10.07 co oznacza że już jestem spóźniona. Przepychając się przez tłum ludzi podbiegłam na stację kolejową najszybciej jak się tylko dało. Pociąg już odjechał a Tess siedziała na ławce, podeszłam do niej i ucałowałam w policzek.
-Przepraszam, były korki.-Skłamałam zajmując miejsce obok brunetki obejmując ją ramieniem.
-Nic się nie stało, długo nie czekałam.-Posyła mi ciepły uśmiech co odwzajemniam przedstawiając dziewczynie propozycję.-Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki napić się herbaty ?
-Pewnie ! Dawno razem nie byłyśmy.-Tess nie przestaje się szczerzyć co trochę mnie przeraża i ciągnie mnie gdzieś w bardzo szybkim tempie. Mijamy całe tłumy ludzi aż wreszcie zatrzymujemy się przed jakimś kolorowym budynkiem. Wchodzimy od środka i zajmujemy miejsca przy dwuosobowym stoliku. Nim się obejrzałam podszedł do nas kelner. Wysoki blondyn o niebieskich oczach przyjął nasze zamówienie i zanim zniknął z pola mojego widzenia puścił mi oczko.-Podobasz mu się.-Odzywa się dziewczyna wytrącając mnie z rozmyśleń.
-Co, ja ?-Nawet jeśli to i tak mam Louisa. Nie mogłabym się z nim umówić pomimo iż jest bardzo przystojny.
-Nie wiesz ten pies co stoi w rogu, tak ty!-Dziewczyna tryska szczęściem a ja ponownie zaczynam się jej bać.
-Co z tego ? Mam Louisa.-Odpowiadam spokojnie i bez żadnego entuzjazmu wyjmując z torebki portfel.
-Masz Louisa ?-Dopytuje się a mi przypomina się że jej o niczym nie mówiłam.
-O Jezu Tess zapomniałam że ty nie wiesz, w sumie to nikt nie wie.-Przeczesuje ręką włosy a następnie wyjmuję odpowiednia ilość pieniędzy z portfela by zapłacić za nasze napoje.
-Widzę że u ciebie wydarzyły się ciekawsze rzeczy, opowiadaj.-Jej ciekawość sięga szczytu.
-Co tu dużo mówić jesteśmy parą, od wczoraj.-Mówię a wtedy ten sam kelner przynosi nam nasze zmówienie. Kładzie filiżanki na stole a razem z nimi zostawia rachunek. Płacę teraz a blondyn przez cały czas się do mnie uśmiecha, nawet gdy pisał coś w swoim zeszyciku. 
-Podać coś jeszcze ?-Pyta i gdy chcę mu odpowiedzieć Tessa mnie wyprzedza.
-Nie to wszystko, dziękujemy. -Po tych słowach odszedł zostawiając nas ponownie samych.-Cóż liczyłam że się z nim umówisz ale widać że nic z tego.-Wzdycha upijając pierwszego łyka herbaty. Wygląda teraz na trochę zawiedzioną a mi ni stąd ni zowąd przychodzą do głowy słowa Louis'a o wyścigu. O kurwa on będzie się ścigał. No świetnie że dochodzi to do mnie dopiero teraz. A co jak coś sobie zrobi albo coś mu zrobią?-Co jest Jenna ?-Ponownie odzywa się brunetka tym samym ponownie wytrącając mnie z zamyśleń.
-Louis będzie się ścigał.-Szepczę przybierając kamienną twarz. Gorzej być nie mogło bo powiedziałam mu że nie przyjdę.
-To zawodowiec, nic nu nie będzie.-Pociesza mnie ale jej nie wychodzi. Co z tego że to zawodowiec ? Też jest człowiekiem i też popełnia błędy, może sobie coś zrobić ! 
-Przepraszam cię na moment muszę zadzwonić.-Sięgam dłonią do torebki wyciągając z niej mój telefon, wybieram numer czerwonowłosego i dzwonie, po paru sygnałach odbiera.

*Rozmowa*

-Louis ?
-Tak, coś się stało ?
-Nic specjalnego. Gdzie będziesz miał ten wyścig ?-Moja warga drży a zanim słyszę odpowiedź zapada kilkusekundowa cisza.
-Niedaleko Brands Hatch Race Circuit mamy swój własny tor, a co ?
-Chcę wiedzieć gdzie mam jechać jakby jednak... coś się stało-Mówię to z wielkim trudem przez co mój głos jest trochę inny.
-Ale nic się nie stanie.
-Mam nadzieję. Na którą ?
-A to po co chcesz wiedzieć Jenna ? Nawet nie  próbuj przyjeżdżać.
-Okey jak nie chcesz to nie mów.-Odpowiadam zawiedziona a chłopak mówi to na co liczyłam.
-18.
-Dziękuję. To na tyle, paa. Kocham cię!
-No papa. Ja ciebie też.-Uśmiecham się sama do siebie kończąc rozmowę.

Okey wszystko co chciałam wiedzieć wiem, jestem już szczęśliwa. Razem z Tessą dopijamy herbaty i idziemy na przystanek by wrócić już do domu, na autobus czekamy 5 min a dojazd mija nam w całkiem niezłym nastroju. Tak bardzo brakowało mi jej towarzystwa! Uwielbiam jak jest blisko mnie bo zawsze się wtedy uśmiecham. 
Gdy pora już wysiadać odprowadzam przyjaciółkę do domu po czym sama idę do swojego. Ostatecznie o 17 docieram wreszcie do mieszkania. Jestem zmęczona jak nigdy i trochę zmarzłam ale da się wytrzymać. Wędruję do kuchni by zrobić sobie kakao a gdy jest już ono gotowe idę z nim do salonu po czym odkładam je na stoliku obok kanapy na której siadam owijając się kocem. Sięgam po pilota skacząc po kanałach, na co drugim kanale lecą jakieś filmy więc zatrzymuję się na jednym z nich. Spoglądam na sofę przez co przypomina mi się sytuacja z Louisem, to jak tutaj leżeliśmy i robiliśmy te inne rzeczy. Wtulam się w poduszkę wracając do oglądania jak mniemam romansu jednak jest ona tak nudny że usypiam. 
______________________________________________

Wow to chyba jeden z dłuższych rozdziałów jakie napisałam. Chciałam żeby w tych kilku ostatnich dużo się działo i mam nadzieję że wychodzi mi to. Wciąż nie wierzę że zostało tak mało do końca ale cóż. Nie było 20 komentarzy pod poprzednim rozdziałem ale i tak już długo czekaliście, poza tym jest szkoła i dobrze wiem że nie każdy ma czas :)
Mam nadzieje że się podoba. Do następnego ! Buzi xx

20 KOMENTARZY = NASTĘPNY ROZDZIAŁ